W stronę współczynnika użytkowania
Widzisz to przecież, kiedy go używasz. Nic tu nie jest ukryte.

Ludwig Wittgenstein

Kiedy w 2016 roku, dzięki wystawie Robiąc Użytek. Życie w czasach postartystycznych w MSN, dowiedziałem się o istnieniu pojęcia współczynnik sztuki, poczułem, że jest to odpowiedź na niewyrażone dotąd przeczucie, które towarzyszyło mi za każdym razem, gdy rozmawiałem o swoich pracach. Okazało się, że już w 1957 roku Marcel Duchamp stworzył to pojęcie, aby opisać lukę między intencją artysty a efektem jego pracy. W trakcie wykładu Akt kreacji(1) zaproponował on współczynnik sztuki jako „arytmetyczną relację pomiędzy tym, co w dziele sztuki niewyrażone, lecz zamierzone, a tym, co wyrażone, a nie zamierzone”(2). Innymi słowy, interesowała go różnica między tym, co artysta chciał przekazać, a tym, co ostatecznie dzieło samo komunikuje – często bezwiednie, poza zamiarem twórcy. Wskazana rozbieżność to przestrzeń, w której według Duchampa zaczyna kształtować się artystyczny sens. Ten nieprzewidywalny „naddatek” bywa czasem dla artystów zaskakujący, ale też niesamowicie inspirujący. Jest dowodem na to, że proces twórczy jest miejscem na przypadek, swobodną interpretację widza i nowe znaczenia. Duchamp sugerował wręcz, że bez tej luki sztuka byłaby martwa – zostałaby wyczerpana w momencie powstania, a tak się nie dzieje, bo dzieło żyje dalej, ewoluuje poprzez interpretacje odbiorców. Współczynnik sztuki tłumaczy więc, dlaczego nawet po latach wciąż odkrywamy w znanych utworach coś nowego. To wypadkowa między zamiarem a niekontrolowanym „życiem własnym” dzieła, o którym pisał również Roland Barthes w Śmierci autora (3).
Od tego czasu minęły dekady i mogłoby się wydawać, że koncepcja Duchampa, nieco zapomniana, występuje obecnie już głównie w książkach od historii sztuki. Jednak Stephen Wright, współczesny teoretyk sztuki, przywrócił ten termin do obiegu i nadał mu nowy wydźwięk. W książce W stronę leksykonu użytkowania(4) Wright proponuje patrzeć na współczynnik sztuki nie jak na jednorazową różnicę między zamiarem a realizacją, ale jak na zmienny stopień intensywności sztuki obecny w działaniu. Zainspirowany Duchampem, poszedł o krok dalej: zasugerował, że sztuka to nie odrębna klasa obiektów, lecz pewna właściwość – “substancja” – która może przejawiać się z różnym natężeniem w rozmaitych rzeczach i aktywnościach. Według Wrighta pytanie, „czy to jest sztuka?” zastępujemy pytaniem „Ile jest w tym sztuki?”. Co ważne, ta “ilość sztuki” nie jest stała – współczynnik sztuki jest zmienny i zależy od kontekstu oraz sposobu użycia danej rzeczy czy działania. Wyobraźmy sobie, że nie istnieje sztywny podział na dzieła sztuki i zwykłe przedmioty czy czynności. Zamiast tego każda ludzka aktywność i jej efekt materialny bądź niematerialny posiada w pewnym stopniu pierwiastek twórczy – czasem minimalny, czasem bardzo wysoki.
Według tego założenia obraz w muzeum, pomimo swej rangi, może mieć niski współczynnik sztuki, podczas gdy działanie aktywistyczne poza galerią może być przepełnione sztuką, choć nikt go oficjalnie sztuką nie nazwał. To przewartościowanie zmusza do refleksji. Wright pyta prowokacyjnie: czy w salach muzealnych jest więcej sztuki niż poza nimi? Skoro uznanie czegoś za “dzieło artystyczne” nie gwarantuje wysokiego współczynnika sztuki, a brak takiego statusu nie przekreśla artystycznej wartości, otwiera się ekscytująca perspektywa. Sztuka przestaje być dla wybranych – może pojawić się wszędzie tam, gdzie znajduje się choć pierwiastek kreatywności czy znaczenia, czasem w najmniej oczekiwanych miejscach. Ta myśl okazała się dla mnie ważna i wyzwalająca. Pomogła mi zrozumieć, że sztuka to zjawisko o zmiennym natężeniu, a ja mogę świadomie operować tym natężeniem w swojej praktyce. 
W tym miejscu dochodzę do własnej ścieżki twórczej, która jest próbą podjęcia dialogu ze współczynnikiem sztuki, a którą rozwijam w ramach koncepcji pod nazwą Współczynnik Użytkowania. Wynika ona z potrzeby odpowiedzi na pytanie: jaka jest sprawczość sztuki, od czego zależy skuteczność i trwałość sztuki zaangażowanej? Analizując partycypacyjne projekty artystyczne doszedłem do wniosku, że kluczem nie jest tu sama forma pracy z ludźmi, lecz faktyczne użycie i utrzymanie danego działania lub obiektu w żywej praktyce. Liczy się to, co ludzie robią z danym przedsięwzięciem artystycznym i jak długo potrafi ono oddziaływać w realnym świecie, lub nawiązując do Duchampa - jak porządkuje relację między tym, co wyrażone jako możliwość użycia, a tym, co intencjonalnie użyte i utrzymywane przez wspólnotę opieki. 
Współczynnik użytkowana zrodził się z obserwacji, jak wiele świetnych inicjatyw artystycznych kończy żywot wraz z finisażem wystawy albo wyczerpaniem grantów, zostawiając po sobie idee na papierze lub deklaracje w katalogu, ale niewiele zmieniając w codzienności. Z drugiej strony, bywa, że skromna, oddolna inicjatywa – np. ogród społeczny założony wraz z mieszkańcami – trwa i rozwija się dzięki zaangażowaniu kolejnych osób. Ta różnica tkwi we “współczynniku użytkowania” – w tym, na ile projekt jest rzeczywiście potrzeby i używany przez uczestników, oraz czy jest utrzymywany w czasie, pozostawiając trwały ślad w rzeczywistości.
Aby lepiej wyjaśnić te pojęcia, wprowadzam krótką ramkę definicyjną
Współczynnik sztuki (w ujęciu praktycznym) – miara artystycznej intensywności obecnej w danym działaniu lub obiekcie. Odzwierciedla lukę między intencją a rezultatem: to, ile twórczego pierwiastka faktycznie się ujawniło. Przejawia się np. w tym, na ile dzieło lub akcja generuje nowe znaczenia, porusza odbiorców, prowokuje interpretacje. Współczynnik sztuki nie jest wartością zero-jedynkową (nie mówi “to jest sztuka albo nie jest sztuka”), lecz stopniem, który może być niższy lub wyższy w różnych kontekstach .
Współczynnik Użytkowania – miara “żywotności” i zakorzenienia projektu w użyciu. Określa, na ile efekt artystycznego działania jest skuteczny, a więc: wykorzystywany przez użytkowników, utrzymywany w czasie i jaki ślad po sobie pozostawia. Współczynnik użytkowania kładzie nacisk na praktyczne funkcjonowanie: jeśli jakiś projekt po fazie PROPOZYCJI (intencji) przechodzi w fazę UŻYCIA, a następnie jest UTRZYMYWANY przez społeczność, to znaczy, że spełnia swoją rolę i ma wysoki współczynnik użytkowania. Jeżeli zaś coś istnieje głównie jako deklaracja artysty, bez realnego przełożenia na życie ludzi lub szybko wygasa – WU jest niski. Ważne: WU opiera się na realnych efektach i kontynuacji – a nie na samych zapewnieniach czy statusie galerii lub instytucji.
Schematycznie można przedstawić relację tych elementów tak:
Intencja (propozycja) → [proces] → WU: użycie / utrzymanie / ślad

PROPOZYCJA → UŻYCIE → UTRZYMANIE    
( → = proces )

Diagram pokazuje, że od początkowego zamysłu poprzez proces twórczy dochodzimy do efektów, które oceniamy już nie tylko pod kątem artystycznym, ale też pod kątem użytkowym. Proces jest tutaj kluczowym łącznikiem – obejmuje zarówno kreatywne wykonanie, jak i zaangażowanie uczestników, a także konfrontację z rzeczywistością. To w procesie rozstrzyga się, czy projektowane działanie zaowocuje realną zmianą lub doświadczeniem, które będzie podtrzymywane (wysoki WU), czy tylko pojawi się na chwilę i zniknie (niski WU).
Stephen Wright, pisząc o praktykach artystycznych w skali 1:1 zauważył, że kiedy dzieło staje się w pełni użyteczne, jego “widzialny” współczynnik sztuki może maleć, bo przestajemy je postrzegać jako kuriozum artystyczne – staje się częścią życia. I to wcale nie umniejsza jego znaczenia, wręcz przeciwnie. Dlatego w moim rozumieniu Współczynnik użytkowania niejako uzupełnia współczynnik sztuki: przesuwa akcent z pytania “ile sztuki jest w sztuce?” na pytanie “co ta sztuka robi, oraz czy i jak działa dalej?”
W tej perspektywie kluczowe staje się pytanie o działanie i dalsze życie projektu artystycznego — czy został zaprojektowany tak, by faktycznie działał i trwał. Współczynnik użytkowania zakłada bowiem, że ostateczny rezultat działania artystycznego nie jest dziełem przypadku. To raczej efekt sensownego i odpowiedzialnego zaprojektowania całości z uwzględnieniem warunków wstępnych: od jasno zdefiniowanej propozycji, przez określone warunki użytkowania, aż po plan utrzymania. Taki sposób myślenia przenosi praktykę artystyczną na poziom codziennego funkcjonowania – na skalę 1:1, by użyć określenia Stephena Wrighta – gdzie odbiorca staje się użytkownikiem, a projekt działa w żywej tkance społecznej. W tej logice wartość projektu artystycznego mierzy się już nie ilością „sztuki w sztuce”, lecz tym, co faktycznie czyni. Liczy się to, jakie zmiany inicjuje, jak długo utrzymuje się jego oddziaływanie i na ile pozostaje funkcjonalny w codziennym życiu.

Bibiografia i netografia
1. Duchamp, Marcel. The Essential Writings of Marcel Duchamp. Edited by Michel Sanouillet and Elmer Peterson. London: Thames and Hudson, 1975.
2. „Współczynnik sztuki.” Słownik. Robiąc użytek. Życie w czasach postartystycznych. Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Dostęp 15 sierpnia 2025. https://makinguse.artmuseum.pl/slownik-wspolczynnik-sztuki/
3. Barthes, Roland. „Śmierć autora.” Teksty Drugie: teoria literatury, krytyka, interpretacja, nr 1–2 (54/55), 1999: 247–251.
4. Wright, Stephen. W stronę leksykonu użytkowania. Red. Sebastian Cichocki. Tłum. Łukasz Mojsak. Warszawa: Fundacja Bęc Zmiana, 2016.
Back to Top